Rainer Maria Rilke

Rilke we wspomnieniach

Dokąd oczy poniosą

Wokół Rilkego cisza narastała jakby sama z siebie, gdziekolwiek się znalazł. Bronił się przed wszelkim hałasem, nawet własnej sławy, która – jak to pięknie powiedział – jest niczym innym niż sumą wielu nieporozumień gromadzących się wokół jednego nazwiska.

Byliśmy rodzeństwem

Byłam przez lata Twoją żoną, boś Ty stał mi się najpierwszą, najrzeczywistszą rzeczywistością, jednością ciała i człowieczeństwa, prawdziwym tworem życia. Słowo w słowo mogłam Ci wyznać to samo, coś Ty mi wyznał mową miłości: Ty jedna jesteś rzeczywista.

Zaślubiony śmierci

W czerwcu roku 1922 udałam się do Sierre na spotkanie z Rainerem Marią Rilkem; mieszkający w Muzot poeta pragnął przeczytać mi swe Elegie, które rozpoczął pisać w roku 1912 w Duino i ukończył dopiero po dziesięciu długich latach. Dlaczego nie potrafiłam podówczas zrozumieć, iż był to człowiek zaślubiony śmierci…

Aż do zapamiętania

Mówił mi o swej pracy podczas naszego wspólnego pobytu w Paryżu; siedzieliśmy wtedy w jego wspaniałym, jeszcze przez samego Rodina umeblowanym refektarzu Sacré Coeur przed olbrzymią terasą, znad której z opuszczonego, zdziczałego ogrodu dolatywał zapach kwitnącej, wczesnej wiosny, towarzyszący owym długim tygodniom poświęconym pracy aż do zapamiętania.

Drogi Rilke

Widzę w nim, kocham w nim najsubtelniejszego i najbardziej uduchowionego z ludzi tego świata, człowieka najgłębiej nawiedzanego przez dziwne lęki i przez wszystkie tajemnice ducha.