Sonet IV
O, to jest zwierzę, które nie istnieje.
Nic o nim nie wiedzieli, lecz przezornie
kochali jego wędrowanie, ruchy, szyję,
a także jego oczu światło uciszone.
Wszak go nie było. Lecz że je kochali,
zwierzęciem było czystym. I dali mu przestrzeń.
A w tej przestrzeni, jasnej i oszczędnej,
podniosło lekko głowę. Nie musiało wcale
być. Więc go ziarnem żadnym nie karmili,
lecz tylko możliwością, że być może.
Ta zaś natchnęła zwierzę taką siłą,
że wypuściło z siebie róg na czole.
Z tym rogiem przyszło białe do dziewicy –
i było w srebrym lustrze i w niej było.
{Die Sonette an Orpheus, II/IV, przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Elegie duinejskie i Sonety do Orfeusza”. Przeł. Andrzej Lam. Warszawa 2011}