Ogród oliwny
Szedł coraz wyżej pod szarym listowiem
szary, wchłaniany przez oliwny gaj
i czoło swoje pełne kurzu kładł
w gorące, obsypane kurzem dłonie.
Po wszystkim to. A to już koniec był.
I teraz iść mam, teraz, kiedy ślepnę,
i czemu pragniesz, abym rzekł, że jesteś,
skoro już znaleźć ciebie trudno mi.
Znaleźć cię nie mogę. Nie we mnie, nie.
I nie u innego. Nie w tym kamieniu.
Znaleźć cię nie mogę. Jestem teraz sam.
Sam jestem teraz z ludzką nędzą całą;
uśmierzyć ją przez ciebie próbowałem,
a ciebie nie ma. O nieznany wstydzie…
Potem mówili: Anioł przyszedł tam. –
Dlaczego Anioł? Ach, to przyszła noc
i kartkowała cicho w drzewach liście.
Uczniowie tylko się ruszyli we śnie.
Dlaczego Anioł? Ach, to przyszła noc.
Ta noc, co przyszła, nie była niezwykła;
przemija innych sto tak biegle.
Psy się uśpiły i leżą kamienie.
Ach, taka smutna, taka pospolita,
co czeka, kiedy znowu wstanie zorza.
Bo aniołowie do takich nie przyjdą
i nie dla takich są ogromne noce.
Tych samozatraconych rzuca wszystko,
na obojętny los wydają ich ojcowie
i odłączeni są od matczynego łona.
{Der Ölbaum-Garten z tomu Neue Gedichte, przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje nowe. Życie Maryi”. Przeł. Andrzej Lam. Warszawa 2010}