My, czeladnicy, uczniowie i mistrz

My, czeladnicy, uczniowie i mistrz,
wznosimy ciebie, niebosiężna nawo.
Czasem tu przybysz poważny się zjawia,
idzie przez naszą gromadkę jak światło
i z drżeniem pokazuje jakiś nowy chwyt.

Wspinamy się na chwiejne rusztowania,
u naszych dłoni zwisa ciężki młot,
aż jakaś nam godzina ucałuje czoła,
promieniejąca i wszystkowiedząca,
od ciebie idąc, jak od morza wiatr.

I wtedy nagle biją wszystkie młoty,
po górach niesie się za ciosem cios.
Nie ustajemy, aż nadejdzie noc:
Twój przyszły kontur majaczy z pomroki.
Tyś wielki, Boże.

{Das Buch vom mönchischen Leben z tomu Das Stunden-Buch, przeł. Andrzej Lam}

{Pierwodruk: „Księga godzin i inne wiersze z lat 1898-1908”. Przeł. Andrzej Lam. Warszawa 2007}