Konfirmanci

(Paryż, w maju 1903)

W welonach białych idą konfirmanci
głęboko w świeżą ogrodową zieleń.
Z dzieciństwem swoim się właśnie rozstali,
a co ich czeka, to już inne będzie.

O, niech nadchodzi! Czy to będzie pauza,
czekanie na następne wybicie godziny?
Już koniec święta, w domu będzie gwarniej
i smutniej długie popołudnie minie…

To było dorastanie do tej białej szaty
i potem pochód przez ulice strojny,
i potem kościół, niby jedwab chłodny,
i długie świece podobne do alej,
i wszystkie światła lśniły jak klejnoty,
widziane wzrokiem odświętnym i rzadkim.

I było cicho, kiedy rozbrzmiał śpiew:
Jak chmury się unosił pod sklepienie
i jasny był w spadaniu, niby deszcz,
łagodnie padający na te białe dzieci.
Ich biel się poruszyła jakby w wietrze,
w fałdach się stała nagle kolorowa,
jakby się kwiatów rój tam chował –
kwiaty i ptaki, gwiazdy i postaci
z jakichś pradawnych i dalekich baśni.

Na dworze dzień był niebieski, zielony,
a w jasnych miejscach z nalotem czerwieni.
Staw się oddalał w falowaniu drobnym,
a wiatr przynosił wieści o kwitnieniu
i śpiewał o ogrodach za miastem daleko.

I było, jakby rzeczy wieńce nakładały,
stanęły w świetle, w lekkim blasku słońca;
i czucie wszystkich domów znaczyło fasady,
i liczne się otwarły i błyszczały okna.

{Die Konfirmanden z tomu Das Buch der Bilder, przeł. Andrzej Lam}

{Pierwodruk: „Księga obrazów. Ofiary dla Larów. Chrystusowe wizje”. Przeł. Andrzej Lam. Warszawa 2009}