<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
xmlns:admin="http://webns.net/mvcb/"
xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#"
xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">

<channel>

<title>Serafico</title>
<link>http://rilke.pl/</link>
<description></description>
<dc:language>en</dc:language>
<dc:creator>dg@dariuszguzik.net</dc:creator>
<dc:rights>Copyright 2010 Dariusz Guzik</dc:rights>
<dc:date>2010-07-14T19:49:59+00:00</dc:date>
<admin:generatorAgent rdf:resource="http://expressionengine.com/" />


<item>
<title>16 lipca</title>
<link>http://rilke.pl/sto_lat_temu/16_lipca/</link>
<guid>http://rilke.pl/sto_lat_temu/16_lipca/</guid>
<description><![CDATA[<p>Księżna Marie von Thurn und Taxis zaprasza Rilkego do swej czeskiej posiadłości Lautschin.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-07-16T10:44:02+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Poezje nowe w nowym przekładzie</title>
<link>http://rilke.pl/aktualnosci/poezje_nowe_w_nowym_przekladzie/</link>
<guid>http://rilke.pl/aktualnosci/poezje_nowe_w_nowym_przekladzie/</guid>
<description><![CDATA[<p>Biblioteka polskich przekładów z Rilkego wzbogaciła się o nową publikację. Nakładem wydawnictwa Elipsa ukazał się właśnie tom zawierający „Poezje nowe”, „Poezji nowych część wtórą” oraz „Życie Maryi”. Autorem przekładów jest Andrzej Lam.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-07-14T19:49:59+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Nota o polskich przekładach</title>
<link>http://rilke.pl/aktualnosci/nota_o_polskich_przekladach/</link>
<guid>http://rilke.pl/aktualnosci/nota_o_polskich_przekladach/</guid>
<description><![CDATA[<p>Jako że na naszych stronach pojawia się coraz więcej różnorodnych przekładów z Rilkego oraz esejów i artykułów o jego twórczości, pragniemy przypomnieć, iż wszystkie teksty, publikowane tu za zgodą autorów i tłumaczy, podlegają ochronie praw autorskich. W&nbsp;przypadku cytowania poszczególnych przekładów, artykułów bądź ich fragmentów prosimy zatem o podawanie źródła ich publikacji oraz nazwiska tłumacza.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-07-11T11:28:00+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Od 8 lipca do 9 sierpnia</title>
<link>http://rilke.pl/sto_lat_temu/od_8_lipca_do_9_sierpnia/</link>
<guid>http://rilke.pl/sto_lat_temu/od_8_lipca_do_9_sierpnia/</guid>
<description><![CDATA[<p>Rilke spotyka się z żoną Klarą i córką Ruth w Oberneuland (to jego ostatni pobyt w tym majątku).
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-07-07T10:39:27+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Do Marie von Thurn und Taxis, 24 lutego 1915 roku</title>
<link>http://rilke.pl/ksiegozbior/korespondencja/do_marie_von_thurn_und_taxis_24_ii_1915_to/</link>
<guid>http://rilke.pl/ksiegozbior/korespondencja/do_marie_von_thurn_und_taxis_24_ii_1915_to/</guid>
<description><![CDATA[<p>Irschenhausen bei Ebenhausen, Isarthal, Landhaus Schönblick, 24 lutego 1915 [środa]</p>

<p>Droga księżno,<br />
co mam powiedzieć, cóż, vous comprenez même sans mot, znowu prześladuje mnie nieszczęście, M[agda] v[on] H[attingberg] nie jest niczemu winna (w Berlinie widywałem ją mało, a nie piszemy do siebie prawie wcale), ale - - -, jak zwykle niepoprawny, próbowałem od tamtej pory raz jeszcze być nie sam – i będę miał kiedyś wiele do opowiedzenia, albo nic, bo to, co daje się wypowiedzieć, to Pani wie, księżno, dostrzega, i chodzi cały czas o ten sam przykry moment znalezienia się pod ciężarem innego życia, które znowu okazuje się czymś obcym i które ze swoim zagmatwaniem i bezradnością ponownie staje się tylko przykładem na prawie-niemożliwość życia, tu i tam, w każdym, a szczególnie we mnie. Chciałbym pomagać i oczekuję, że ktoś mi pomoże, to największe nieporozumienie, że ludzie uważają mnie za kogoś, kto pomaga, podczas gdy ja zwabiam ich tylko w pułapkę mojej pozornej pomocy, aby wykrzesać z nich wsparcie dla mnie samego. Bóg wie, jak to się skończy – wszystko wyglądało tym razem lepiej, możliwiej, póki nie pojawiły się okoliczności zewnętrzne, niczego jeszcze nie można przewidzieć, będę musiał raz jeszcze się ratować, ale nie chcę zostawiać za sobą zniszczenia i nieszczęścia. Ach, księżno, dosyć na tym, to i tak już za wiele, może sobie Pani wyobrazić, co przeżywam, do tego w tym otoczeniu, na tym tle, do którego człowiek prawie się przyzwyczaja, by potem nagle się ocknąć – to przeciwieństwo uczucia, z którym budzimy się ze strasznych snów widząc, że jest wokół nas cichy pokój i spokojna noc i nie ma powodu do lęku: teraz każdego dnia, każdej nocy człowiek doświadcza czegoś przeciwnego, złe sny się sprawdzają, rzeczywistość jest od nich nawet gorsza: człowiek budząc się widzi, że sen był prawdą, że podnosi się dalej i zalewa wszystko. Jak wielki porządek, ład i samotność trzeba by było wcześniej w sobie wykształcić, by potrafić znieść ten czas – a wie Pani, księżno, jak to u mnie wyglądało.</p>

<p>Często miałem ochotę do Pani napisać, ale napisanie najmniejszego słowa kosztuje mnie tyle, jakbym musiał je paznokciami wydrapać w granicie.</p>

<p>Następnego dnia po tym, jak w Berlinie odwiedził mnie książę (bardzo dobrze mi zrobiło, że się wobec niego tak otwarcie wypowiedziałem!) wróciłem na pilne wezwanie do Monachium, na dwa, trzy dni, jak mi się zdawało. Prawdopodobnie wrócę jednak wkrótce znowu do Berlina, większość moich rzeczy jeszcze tam jest, miałem różne plany, które były bliskie urzeczywistnienia, zapowiadało się to znośnie, chociaż Berlin jest sam w sobie wyczerpujący i kapryśny, nachalny i bezwstydny, a jego bezwzględna rozległość podkopuje siły. (Że też musieliśmy się tak minąć wtedy, gdy przyjechałem!) Słowem nie wiem, co dalej, siedzę na razie na wsi, godzinę od Monachium, każę owijać się w koce i leżę, gdy to tylko możliwe, na balkonie wystawiony na zimowe słońce, bez żadnej zdrowej myśli w głowie i bez czucia, wprawdzie nie chory, ale tak zmęczony, że żyję jakby po drugiej stronie snu&#8230; Wieczorami przemagam się i czytam Flauberta, korespondencję (szczególne są te listy z lat 70/71: jestem obecnie w bardzo podobnym usposobieniu), przedtem czytałem Strindberga, który jest kolosem na glinianych nogach, tułów ma jednak bardzo solidny.</p>

<p>Mniej więcej przed ośmioma dniami, zanim znowu tu przyjechałem, miałem w Monachium bardzo dziwne spotkanie z Aretinem; gdybym został jeszcze w Monachium, widywałbym go częściej: trudno Pani sobie wyobrazić, jaki on właściwie jest, ten człowiek, który pisze biografię jakiejś obojętnej mu gwiazdy ósmego rzędu i utrzymuje pod tym pretekstem stosunki ze wszystkimi słońcami, mając w każdym razie jeszcze zupełnie inne zamiary.</p>

<p>Paplę tu najwyraźniej i rozpisuję się raczej niż piszę, a przecież chciałem właściwie tylko Pani podziękować, że nie postawiła Pani kreski na tym milczku, jakim jestem, i odpowiedziała w sprawie „Korneta”. Entre nous soit dit: nie za bardzo podoba mi się ta usilna troskliwość pani v[on] H[attingberg], byłem zadowolony, że sprawa lipska jest już zakończona, ale najwyraźniej tego rodzaju przedstawienia są dla niej wielką (i w gruncie rzeczy niewinną) radością, tak że nie chciałbym być tu przeszkodą; może również w interesie pana Pásztory kolejne przedstawienie byłoby pożądane. Krótko mówiąc: zgadzam się, muszę tylko powiadomić o tym wydawnictwo Insel, z którym jestem o tyle związany, że przekazałem mu (chcąc mieć z tym spokój) prawo do podejmowania decyzji we wszystkich tego rodzaju przypadkach. Z pewnością zgodzi się na to, na co ja się zgadzam, tak że obecna deklaracja może być bezwarunkowo potraktowana jako moja zgoda. Piękna sala i tyle dobrej woli u wykonawców – nie miałbym serca odmówić, mam jednak cichą nadzieję, że M[agda] v[on] H[attingberg] poprzestanie na tych dwóch triumfach. Ciekaw jestem, jakie wrażenie zrobi na Pani muzyka Pasztory’ego, miejscami jest na pewno piękna, quoique parfois elle donne au texte une interprétation quelque peu mollasse (np. w akompaniamencie do listu: „Moja dobra matka&#8230;” itd.); gdy pani v. H. w Monachium zagrała mi to sama recytując słowa, powiedziałem sobie od razu, że w ten sposób mogę oczywiście dostrzec tylko to, co mi sugeruje; choć jednocześnie nie sądzę, by nawet najdoskonalsze wykonanie mogło wznieść się ponad melodramatyczną dwuznaczność i dwupłciowość tej muzyki; jest to najwyraźniej współobecność, ciągła konkurencja muzyki i słowa, ten rodzaj sztuki jest sam w sobie dyletancki, nie można go brać poważnie: o tyle całe to przedsięwzięcie budzi moje wątpliwości; jeśli pogodzimy się na chwilę z jej istnieniem, to rozwiązanie proponowane przez Pasztory’ego może być właśnie na tę chwilę nawet interesujące. Nawiasem mówiąc czytałem kiedyś w Berlinie w małym kółku (u pani v. Boddien) Korneta (po raz pierwszy od bardzo dawna!), pięknie to wyszło, a jego własny tok jest właściwie wystarczająco muzyczny – (Ceci encore entre nous).</p>

<p>Ale dosyć już, księżno. Niech Pani przekaże księciu serdeczności, jak również Erichowi i całej rodzinie, która jest teraz u Pani. Co Pani w ogóle robi, co Pani czyta? Była Pani w Duino: często wędrowałem tam myślami, gdyby to była zwyczajna zima, z pewnością poszukałbym tam schronienia przed prześladującym mnie bezładem. Ainsi, je ne sais pas ce qui sera de moi: chciałbym być sam, sam, znaleźć czas na studia, jusqu’ au moment où le cœur se comprend - -. Nawet w Berlinie nie jestem jak dla mnie dość sam. Muszę Pani jeszcze wyznać, księżno, że w Monachium nie mogąc do Pani pisać często otwierałem rozkład jazdy pociągów i pocieszałem się faktem, że w razie potrzeby mógłbym wyjeżdżając w południe z Monachium wieczorem znaleźć się u Pani. Była to tylko nadzieja wznosząca się ponad beznadziejnością spraw ziemskich. Pia kilkukrotnie pisała z Frassanelle. Gdybym mógł pisać listy, to oprócz Pani napisałbym jeszcze do niej i do hrabiego Wallis: co też się u niego obecnie dzieje? Niech Pani wybaczy marność tego listu: winna temu jego długość oraz kłopoty Pani niepoprawnego<br />
D. S.</p>

<p>Listy na razie słać najlepiej na adres: Monachium, Finkenstr. 2IV</p>

<p>przeł. Tomasz Ososiński
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-07-06T13:13:11+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Do Marie von Thurn und Taxis, 17 listopada 1912 roku</title>
<link>http://rilke.pl/ksiegozbior/korespondencja/do_marie_von_thurn_und_taxis_17_xi_1912_to/</link>
<guid>http://rilke.pl/ksiegozbior/korespondencja/do_marie_von_thurn_und_taxis_17_xi_1912_to/</guid>
<description><![CDATA[<p>Toledo, Hôtel de Castilla, niedziela, [17.11.] 1912</p>

<p>… dostał nas w swoje ręce bardzo przenikliwy chłód i nic nie wydaje mi się równie nieuniknione, co ten przenikający wszystko mróz, wobec którego jestem równie bezbronny jak jakiś młody pies, o którym nie zdecydowano jeszcze nawet, jak będzie się nazywał. Straszne. I tym razem nie jest to skutek mojej beztroski w kwestii ogrzewania, wiem, można rozpalić ogień na kominku, ale to znowu staje się dla mnie źródłem innych nieprzyjemności, znoszę więc tę naturalną dolegliwość i cierpliwie marznę. Kiedyś jeszcze jakoś będę musiał zostać wynagrodzony za ten przejaw szczerości i poddania&#8230;</p>

<p>Czytam obecnie wiele różnych rzeczy, życie Cervantesa po hiszpańsku (to pierwsza tego rodzaju próba), moją Angelę da Foligno, przez którą posuwam się bardzo powoli, wieczorem stare francuskie wydanie Contes de Hoffmann, które tu znalazłem, ale najbardziej zajmuje mnie Fabre d’Olivet, którego dwie rzeczy zapisałem jednemu znajomemu Pii Valmarany; książki te, które miały trafić prosto do niego, przypadkiem zostały wysłane do mnie, nie mogłem się powstrzymać, by do nich nie zajrzeć, a zaglądanie zaczęło obejmować całe strony i przerodziło się w czytanie. To szczególna postać, do zadania, jakie ten człowiek sobie postawił, nie mógł, że tak powiem, w ogóle przystąpić, jego dzieła (na ile mogę to ocenić) zawierają zaledwie prace wstępne, ale wstępy te, w których dochodzi do głosu to, do czego cała ta praca mogła być może kiedyś doprowadzić, gdyby życie ludzkie trwało pięć albo dziesięć razy dłużej - wstępy te są bardzo zaskakujące i pod wieloma względami, jeśli się nie mylę, słuszne w sposób tak trwały, że wyznaczone tam kierunki dla wielu będą musiały pozostać w mocy. Po raz pierwszy mam wrażenie, że istniał ktoś, kto miał właściwe pojęcie o antycznych misteriach, istocie ich przekazów i tajemnic, częściowo intuicyjnie, częściowo dzięki temu, że niesłychana zdolność adaptacji otworzyła mu z czasem wszystkie języki, w których zachowały się najstarsze wskazówki – zaczęło się od arabskiego, a potem jedna po drugiej pękają pieczęcie, tak że czuje się on jak współczesny ludziom żyjącym przed budową pewnej wieży, która zakończyła się wielkim pomieszaniem. Potrafiąc w ten sposób korzystać ze źródeł Fabre mógł myśleć o napisaniu całościowej historii Ziemi – ale oczywiście zacząć musiał od przygotowań, których nikt wcześniej w tym celu właściwie nie robił – i na tych przygotowaniach, w których mu często przeszkadzano, które często przerywał, zapewne też z własnej winy, minęło mu życie; życie, w którego pęknięciach osadziła się patyna wielu pogłosek – zdaje się, że znaleziono go z przebitym sercem przed ołtarzem religii, której stawał się coraz aktywniejszym organizatorem; w każdym razie wszyscy jego biografowie zgodni są, że w jego osobie rozbłysły najwspanialsze siły: książki przyciągane samą tylko mocą jego magnetycznej woli trafiały z półek na jego biurko, a gdy autor umarł, to zmuszał go do wytłumaczenia niejasnych miejsc i prowadził z przywołanym długie rozmowy.</p>

<p>Interesujący jest sposób, w jaki zasięgał informacji o człowieku jako istocie historycznej: mówi, że do poznania rzeczy najbardziej odległych nie ma lepszego źródła niż pisma uważane przez różne ludy za święte, po czym próbuje zrozumieć, w jaki sposób, choć prawda jest jedna, te fundamentalne księgi mogą być ze sobą w sprzeczności. Zaczyna więc studiować i porównywać dawne kosmogonie indyjskie, chińskie, egipskie; tymi drogami dociera do Genesis i w końcu odkrywa, że właściwa dawna hebrajszczyzna (którą starannie rekonstruuje, wydając przy okazji historię i gramatykę języka hebrajskiego) nie ma prawie nic wspólnego ze znanymi tekstami Genesis „et que Moise ne disait presque pas un mot en hébreu de ce qu’on lui faisait dire en grec ou en latin”. Tak np. z oryginalnych tekstów wydaje się wynikać, że Adam nie oznaczał jednego człowieka, lecz w pewnym sensie już pierwszą ludzkość, le premier „Règne hominal”, dynastię ludzkiego istnienia; - również słowo „dni” nie pojawia się u Mojżesza przy opisie stworzenia, użyte tam sformułowanie „exprime une manifestation phénoménale; en sorte qu’en le prenant dans le sens le plus restreint, on a pu lui faire signifier un jour: mais ce sens est évidemment forcé, et on ne peut se refuser d’y voir un période de temps indéterminé, toujours relatif à l’être auquel il est appliqué”.</p>

<p>Krótko mówiąc są tam rzeczy przedziwne i dające do myślenia. Nie jest wykluczone, że Fabre d’Olivet posunął się trochę do przodu na dawnej via sacra, na drodze prostej i prowadzącej do ważnego celu. Słuszne może być również to, co mówi o muzyce, o roli, jaką odgrywała u dawnych ludów – że to, co w muzyce milczące, jej, by tak rzec, matematyczny rewers był porządkującą życie zasadą np. jeszcze w cesarstwie chińskim, gdzie obowiązujący w całym państwie ton podstawowy (odpowiadający dźwiękowi fa) stanowił najwyższe prawo, tak że rura wydająca ten ton była miarą długości, jej zawartość zaś miarą objętości itd. obowiązującą za panowania kolejnych władców. Muzyka była w każdym razie we wszystkich dawnych państwach czymś niesłychanie odpowiedzialnym i bardzo konserwatywnym; to właśnie miejsce mogłoby objaśnić trochę moje przekonanie dotyczące muzyki, to znaczy: obdarzyć moje skrajnie nieuprawnione rudymentarne przekonanie czymś w rodzaju wtórnego drzewa genealogicznego: że to prawdziwe, jedynie prawdziwe uwodzenie, jakim jest muzyka (nic poza nią właściwie nie uwodzi), jest tylko dlatego dozwolone, że uwodzi ku prawidłowości, ku samemu prawu. Bo tylko w niej zdarza się ta niesłychana rzecz, że prawo, które poza tym zawsze wydaje rozkazy, zaczyna nas nieskończenie potrzebować, otwierać się przed nami, błagać nas. Pod tym dźwiękowym pre-tekstem zbliża się do nas wszechświat, po jednej stronie jesteśmy my, a po drugiej oddzielona od nas zaledwie odrobiną wzruszonego powietrza drży wzbudzona przez nas ochota gwiazd. Dlatego tak bardzo skłonny jestem wierzyć Fabre d’Olivet, że w muzyce rzeczą ważną jest nie tylko to, co słyszalne, bo coś może brzmieć przyjemnie, a nie być przy tym wcale prawdziwe; we wszystkich sztukach nie decyduje według mnie pozór, ich działanie (tak zwane „piękno”), lecz najgłębsza wewnętrzna przyczyna, zagrzebane istnienie, przez które ten pozór jest dopiero stwarzany (pozór ten nie musi być wcale od razu rozpoznawalny jako piękno) – nie zdziwiłbym się więc, gdyby podczas misteriów wtajemniczano w rewers muzyki, w szczęśliwą liczbę, która dzieli się tam i ponownie łączy i z nieskończonej rozmaitości powraca w jedność, a gdy człowiek raz dowiadywał się tego i potrafił o tym milczeć, nigdy już nie zapominał tego wrażenia bliskości czegoś niezmąconego (niezależnie od tego, jak potoczył się potem jego los). – </p>

<p>Lecz dobrej nocy, droga księżno, robi się późno, a wie Pani, jak bardzo lubię spać, zwłaszcza w gorsze dni. Pozdrowienia dla Mzellczyków i dla księcia, a Pani wszystkiego dobrego.<br />
Pani D.S.</p>

<p>przeł. Tomasz Ososiński
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-07-06T13:06:54+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Polskie przekłady z Rilkego</title>
<link>http://rilke.pl/aktualnosci/polskie_przeklady_z_rilkego/</link>
<guid>http://rilke.pl/aktualnosci/polskie_przeklady_z_rilkego/</guid>
<description><![CDATA[<p>Miło nam donieść, iż nasz <a href="http://rilke.pl/ksiegozbior/">Księgozbiór</a> (w nieco zmienionym układzie) wzbogacił się o nowy przekład na język polski. W dziale Proza zamieściliśmy tekst eseju <a href="http://rilke.pl/ksiegozbior/proza/pradzwiek/">„Pradźwięk”</a> w tłumaczeniu Tomasza Ososińskiego. Przekład został nadto opatrzony przypisami.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-06-15T06:01:09+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>Druga strona natury</title>
<link>http://rilke.pl/aktualnosci/druga_strona_natury/</link>
<guid>http://rilke.pl/aktualnosci/druga_strona_natury/</guid>
<description><![CDATA[<p>Nakładem wydawnictwa Sic! ukazał się właśnie nowy tom przekładów z Rilkego. <a href="http://www.wydawnictwo-sic.com.pl/ksiazka/271/Druga-strona-natury-Eseje-listy-i-pisma-o-sztuce/nowosci/">„Druga strona natury”</a> to wybór tekstów prozatorskich z lat 1898-1924. Zawartość zbioru uprzejmy był nam zaprezentować jego tłumacz Tomasz Ososiński.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-05-31T20:39:17+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>31 maja</title>
<link>http://rilke.pl/sto_lat_temu/31_maja/</link>
<guid>http://rilke.pl/sto_lat_temu/31_maja/</guid>
<description><![CDATA[<p>Nakładem Insel Verlag ukazują się «Pamiętniki Malte Lauridsa Brigge» («Die Aufzeichnungen des Malte Laurids Brigge». Erstes Bändchen. Zweites Bändchen. Insel Verlag zu Leipzig 1910). Rilke otrzymuje honorarium autorskie za trzy wydania po 1100 egzemplarzy każde.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-05-29T11:18:16+00:00</dc:date>
</item>

<item>
<title>12 maja</title>
<link>http://rilke.pl/sto_lat_temu/12_maja/</link>
<guid>http://rilke.pl/sto_lat_temu/12_maja/</guid>
<description><![CDATA[<p>Rilke wraca do Paryża. Z początku szuka dla siebie nowego lokum, jednak 24 maja ponownie wprowadza się do Palais Biron; tym razem zajmuje niewielkie, trzypokojowe mieszkanie na trzecim piętrze w bocznym skrzydle pałacu.
</p>]]></description>
<dc:subject></dc:subject>
<dc:date>2010-05-29T11:10:22+00:00</dc:date>
</item>


</channel>
</rss>