Do Anioła

Silny, cichy, na krawędzi postawiony,
ty, świeczniku: noc w górnej połowie.
Roztrwaniamy się w niewyjaśnionej
niepewności na twej podbudowie.

Udział nasz: nie znać wyjścia z ciemności
zwodzącego nam dusze okręgu,
zjawiasz się wśród naszych przeciwności
i oświecasz je jak gór potęgę.

Nas przewyższa blask twojego trwania,
i zaledwie upadek nam pojąć;
jak noc czysta wiosennego porównania
dzielisz dzień od dnia pośrodku stojąc.

Któż by miał kiedykolwiek śmiałość
zmieszać z tobą nasz byt pełen cieni,
ty masz wszystkich wielkości wspaniałość,
kiedy my w małostkach zaprawieni.

Gdy płaczemy, ledwie wzruszający,
gdy patrzymy, wzrok ledwie czuwaniem,
uśmiech nasz zbyt słabo uwodzący,
a gdy wabi, to kto pójdzie za nim?

Ktoś. Aniele, czy się skarżę na pewno?
Lecz czym byłaby ta skarga głucha?
Ach, ja krzyczę, biję drewnem o drewno
i nie myślę, że ktoś mnie wysłucha.

Hałas mój dla ciebie nie mniej mroczny,
jeśliś nie czuł mnie, bo jestem żywym.
Świeć mi, świeć mi, uczyń mnie widocznym
dla gwiazd. Bowiem tam – niknąc odpływam.

{An den Engel, Verstreute Gedichte, przeł. Mieczysław Jastrun}
{Pierwodruk: „Poezje”. Przeł. Mieczysław Jastrun. Kraków 1974, 1987, 1993}

6 stycznia 1917

„Trudno mi mówić o sobie, czas bardzo przytłumił moją zdolność dzielenia się myślami, po wiedeńskiej przerwie nie powróciły jeszcze do mnie spokój ani chęć do pracy. Chyba tylko to, że przeżyłem ostatnio niepokój serca, jakby zesłany przez niespokojne anioły” – pisze Rilke w liście do Lou Andreas-Salomé.

Marząc o wiośnie

Czuję, jak z dniem każdym rośnie samotność, jak ta ziemia, pozbawiona barw i cieni, staje się coraz większa, rozleglejsza, jak odsłaniają się w dali szerokie przestrzenie, skąd widać miotane burzą drzewa. Chcę przeżyć tu jesień. Chcę osłonić się zimą, zakopać się w niej, by żaden kolor mnie nie zdradził. Pragnę zatonąć w śniegach, marząc o wiośnie… Continue reading “Marząc o wiośnie”

Zimowe stance

Teraz musimy mroźnych dni zwlekanie
przetrwać w oporu zimującej korze,
broniąc się ciągle, nieczuli na wianie
głębokich wiatrów, otwartych w przestworze.
Mocna jest noc, odległe jej stąpanie,
cicha namowa tlącej lampy; może
dasz się pocieszyć: mróz, grudy, zdrętwienie
zwiastują już jutrzejsze miękkie tchnienie.

Czyliś wyczerpał już całkiem róż wonie
zeszłego lata? Odczuj, rozważ w sobie:
porannych godzin świeżość lekko wionie,
krok w pajęczyną zasnutym parowie?
Zapadnij w siebie, porusz, odnów w sobie
radość: w twym wnętrzu zgubił się jej promień.
I gdy dostrzeżesz brak jakiegoś wątku,
ciesz się, że możesz zacząć od początku.

Może gołębi lot i blask nad ranem
i ptaków świr na wpół jak podejrzenie,
spojrzenia kwiatów (zwykle nie widziane),
pachnący domysł przed nocy zbliżeniem.
Boskość natury; nie będąc zrównanym
przez Boga z nią, co pocznie z jej stworzeniem?
Bo kto by ją wraz z jej uciskiem wchłonął,
ten, syty, oddałby się jego dłoniom.

Utaiłby się jak nadmiar i mnogość
nie wierząc w żadnej nowości przyjęcie,
utaiłby się jak nadmiar i mnogość,
nie czując straty, nie wierząc w zniknięcie,
utaiłby się, jak nadmiar i mnogość
z pragnieniem przewyższonym nad pojęcie
i tylko jeszcze odczułby zdziwienie,
że mógł znieść tak ogromne, zmienne nasycenie.

{Winterliche Stanzen, Verstreute Gedichte, przeł. Mieczysław Jastrun}
{Pierwodruk: „Poezje”. Przeł. Mieczysław Jastrun. Kraków 1974, 1987, 1993}

Pont du Carrousel

Szaro na moście stoi ślepiec stary,
jak słup graniczny królestw bez imienia.
On może jądrem jest, środkiem istnienia,
wkoło którego krążą gwiazd zegary,
i konstelacji jasnych centrum cichem.
Bo wszystko przy nim pędzi, błyszczy szychem.

On jest ten święty, który się nie zmienia,
wstawiony w chaos wielu błędnych dróg,
on jest podziemnych pieczar ciemny próg,
stojący pośród płytkiego plemienia.

{Pont du Carrousel z tomu Das Buch der Bilder, przeł. Witold Hulewicz}

Meudon 1905

Rilke i Rodin w podparyskim Meudon. Do pierwszego spotkania poety ze sławnym rzeźbiarzem doszło w roku 1902, gdy Rilke zawitał w stolicy Francji, zbierając materiały do swej monografii. Trzy lata później, od września 1905 do maja 1906 roku, pracował u Rodina w charakterze jego sekretarza. Continue reading “Meudon 1905”

Chcemy w noc jasną, księżycową…

Chcemy w noc jasną, księżycową,
porzucić smutek ogromnego miasta,
iść w dal i stanąć przy żelaznych kratach,
co od zakazanego dzielą nas ogrodu.

Któż go pozna teraz, kto go w dzień zobaczył:
dzieci i jasne stroje, kapelusze letnie, –
któż zna go takim: on i jego kwiaty,
i ciche stawy, co leżą bezsennie.

Posągi, co się niemo w mroku kryją,
powstają, zda się, w głuchej ciszy czasem,
i są kamienne bardziej, jaśniej błyszczą
postaci, które strzegą wejścia alej.

Niczym rozwite włosy leżą drogi
jedna przy drugiej, wspólny mając cel.
A księżyc jakby do swych łąk chciał biec;
padają z kwiatów zapachy jak łzy.
Nad fontannami, które wróciły do mis,
drżą mokre ślady ich swawolnej gry
w powietrzu nocy.

{«Wir wollen, wenn es wieder Mondnacht wird…», z tomu «Mir zur Feier», przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje młodzieńcze i wiersze ze spuścizny”. Przełożył Andrzej Lam. Warszawa 2016}

Przypomnienie

A ty czekasz, ty czekasz na jedno,
co twe życie wzniesie nieskończenie,
na wielkie, niezwykłe zdarzenie,
na kamieni nagłe przebudzenie,
na głębie, co u nóg twych legną.

Zmierzchają na półkach twoich
rzędy ksiąg w brąz oprawnych, złoconych,
a ty myślisz o krajach zwiedzonych,
o obrazach, o strojach
kobiet znów utraconych.

I wiesz nagle: to już kiedyś było.
I podnosisz się. I staje w twych progach
jakiegoś roku, co minął,
Postać, Modlitwa, Trwoga.

{Erinnerung z tomu Das Buch der Bilder, przeł. Mieczysław Jastrun}
{Pierwodruk: „Poezje”. Przeł. Mieczysław Jastrun. Kraków 1974, 1987, 1993}

Zoppot

Pod koniec maja roku 1898 Rilke dowiaduje się, że Lou Andreas-Salomé ma zamiar odwiedzić przyjaciół w Gdańsku; szybko zmienia plany, by móc spotkać się z nią w Sopocie. Nie obawia się bynajmniej wyjazdu nad chłodniejsze wybrzeże Bałtyku po miesiącach spędzonych pośród uroków słonecznego Viareggio. Continue reading “Zoppot”

Początek miłości

O uśmiech, pierwszy uśmiech, nasz uśmiech.
Jakże to się jednało: chłonąć zapach lip,
słuchać ciszy parku –, nagle spojrzeć
na siebie i dziwić się, że uśmiech…

A w tym uśmiechu było wspomnienie
zająca, który właśnie obok
kicał po trawie; to było dzieciństwo
uśmiechu. Poważniej już było mu nadać
ruch łabędzia, ujrzanego potem,
jak dzielił na dwie części staw
w ciszy wieczoru. – A kontur drzewa
na czystym, wolnym, już niemal
nocnym niebie nakreślił temu uśmiechowi
kontur na rozjaśnionej
przyszłością twarzy.

{Liebesanfang, Verstreute Gedichte, przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje młodzieńcze i wiersze ze spuścizny”. Przełożył Andrzej Lam. Warszawa 2016}

Aż do zapamiętania

Mówił mi o swej pracy podczas naszego wspólnego pobytu w Paryżu; siedzieliśmy wtedy w jego wspaniałym, jeszcze przez samego Rodina umeblowanym refektarzu Sacré Coeur przed olbrzymią terasą, znad której z opuszczonego, zdziczałego ogrodu dolatywał zapach kwitnącej, wczesnej wiosny, towarzyszący owym długim tygodniom poświęconym pracy aż do zapamiętania. Continue reading “Aż do zapamiętania”

Zimowe stance

Teraz musimy mroźnych dni zwlekanie
przetrwać w oporu zimującej korze,
broniąc się ciągle, nieczuli na wianie
głębokich wiatrów, otwartych w przestworze.
Mocna jest noc, odległe jej stąpanie,
cicha namowa tlącej lampy; może
dasz się pocieszyć: mróz, grudy, zdrętwienie
zwiastują już jutrzejsze miękkie tchnienie.

Czyliś wyczerpał już całkiem róż wonie
zeszłego lata? Odczuj, rozważ w sobie:
porannych godzin świeżość lekko wionie,
krok w pajęczyną zasnutym parowie?
Zapadnij w siebie, porusz, odnów w sobie
radość: w twym wnętrzu zgubił się jej promień.
I gdy dostrzeżesz brak jakiegoś wątku,
ciesz się, że możesz zacząć od początku.

Może gołębi lot i blask nad ranem
i ptaków świr na wpół jak podejrzenie,
spojrzenia kwiatów (zwykle nie widziane),
pachnący domysł przed nocy zbliżeniem.
Boskość natury; nie będąc zrównanym
przez Boga z nią, co pocznie z jej stworzeniem?
Bo kto by ją wraz z jej uciskiem wchłonął,
ten, syty, oddałby się jego dłoniom.

Utaiłby się jak nadmiar i mnogość
nie wierząc w żadnej nowości przyjęcie,
utaiłby się jak nadmiar i mnogość,
nie czując straty, nie wierząc w zniknięcie,
utaiłby się, jak nadmiar i mnogość
z pragnieniem przewyższonym nad pojęcie
i tylko jeszcze odczułby zdziwienie,
że mógł znieść tak ogromne, zmienne nasycenie.

{Winterliche Stanzen, Verstreute Gedichte, przeł. Mieczysław Jastrun}
{Pierwodruk: „Poezje”. Przeł. Mieczysław Jastrun. Kraków 1974, 1987, 1993}

Głowa Amenopisa IV w Berlinie

Jak łąki, w kwiatach, górskie zbocze
przez lekką, świeżą roślinności szatę
czującym czynią porę wczesnej wiosny,
ożywczy powiew w cierpliwym skupieniu
nad stromą, niebezpieczną pochyłością:
tak twarz spoczywa, łagodnie rozkwitła
na owej czaszki płaszczyźnie frontowej,
co, jak winnica lekko nachylona,
zwraca się w kosmos, na spotkanie światła.

{Kopf Amenophis IV in Berlin, Verstreute Gedichte, przeł. Andrzej Lam}

Do anioła

Ty jesteś silny, cichy, postawiony z boku
świecznik: a górą noc się pełna staje.
My siebie samych trwonimy bezradnie
W zwlekaniu ciągłym u twego cokołu.

Nasza jest niewiedza, co się stanie potem,
jak znaleźć wyjście z obłędnego kręgu,
ty się objawiasz nam na stromym brzegu
i go rozświetlasz jak góry wysokie.

Twoje radości są nad naszym krajem,
ale nie dla nas ich zbawienny deszcz;
jak czysta równonoc wiosenna stajesz,
by granicę znaczyć między dniem i dniem.

Kto mógłby w ciebie przeniknąć bez szkody
z tej mieszaniny, co nas skrycie dręczy?
Ty masz wspaniałość nad wszystkie wielkości,
my zaś wprawiamy się w tym, co najmniejsze.

Kiedy płaczemy, wzruszamy jedynie,
kiedy patrzymy, to ledwie czuwamy;
kogo nasz uśmiech uwiedzie w głębinę?
jeśli samego siebie, któż podąży za nim?

Kimkolwiek jest.       Aniele, ja się skarżę, skarżę?
Lecz jaką skargą ma wybrzmieć mój głos?
Ach, krzyczę, krzyczę, biję dwoma drewienkami,
lecz uwierzyć nie mogę, że mnie słyszy ktoś.

Choć krzyczę, nie jest głośniej koło ciebie,
skoro ty nie czujesz, kim ja jestem.
Oświeć mnie, oświeć! Uczyń widoczniejszym
tam pośród gwiazd. Bo tutaj ginę nędznie.

{An den Engel, Verstreute Gedichte, przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje młodzieńcze i wiersze ze spuścizny”. Przełożył Andrzej Lam. Warszawa 2016}

Klara i Ruth

12 grudnia roku 1901, kiedy wokół domu w Westerwede iskrzył się gęsty śnieg, przyszła na świat córka Rilkego i Klary Westhoff. „Niezwykle duże i silne dziecko” – pisał poeta do matki – „ma jędrne ciało, silną główkę, wysokie poważne czoło oraz ładnie uformowane dłonie”. Rodzice nadali jej piękne biblijne imię Ruth. Continue reading “Klara i Ruth”

Emil Orlik 1896

Jesienią roku 1896 Rilke przenosi się z Pragi do Monachium, gdzie podejmuje studia na tamtejszym uniwersytecie. Nawiązuje też liczne nowe znajomości, szczególnie wśród artystów i pisarzy. Poznaje wówczas m.in. poetę Wilhelma von Scholza oraz kompozytora Oskara Frieda. W ich towarzystwie sportretował Rilkego Emil Orlik. Continue reading “Emil Orlik 1896”

Wiedeń 1916

4 stycznia 1916 roku Rilke jako poddany monarchii austro-węgierskiej został wcielony do regimentu landwehry. W wytartym, źle dopasowanym mundurze, noszącym już ślady służby na linii frontu, wyglądał żałośnie. Dzięki wysiłkom przyjaciół zaledwie po trzech tygodniach służby w oddziałach piechoty został ostatecznie przeniesiony do pracy w wiedeńskim Archiwum Wojennym. Continue reading “Wiedeń 1916”

Nikogo i nic

I nie ma się ni­ko­go i nic, i jeź­dzi się po świe­cie z wa­liz­ką i z pu­dłem ksią­żek, i wła­ści­wie bez cie­ka­wo­ści.

Co to wła­ści­wie za ży­cie: bez do­mu, bez odzie­dzi­czo­nych rze­czy, bez psów. Gdy­by się mia­ło przy­naj­mniej wspo­mnie­nia. Ale kto je ma? Gdy­by dzie­ciń­stwo by­ło, ale jest jak po­grze­ba­ne. Mo­że trze­ba być sta­rym, aby do­się­gnąć te­go wszyst­kie­go? Continue reading “Nikogo i nic”

Muzot 1924

Rilke w ogrodzie Château de Muzot, Szwajcaria, rok 1924. Wiele lat wcześniej, podziwiając w Ogrodzie Luksemburskim róże „La France”, poeta tęsknił za dniem, w którym sam będzie posiadał własną rabatę, „by przed nią usiąść, gdy już będę stary, i przemienić ją w słowa”. Radością napawała go myśl o „mnóstwie róż, całym narodzie róż, różanym cudzie!”. Continue reading “Muzot 1924”

Muzot

Ujrzawszy niewielki Château de Muzot, czworoboczną wieżę wznoszącą się pośrodku małego ogrodu, Rilke był urzeczony.

Zachwyciła go również tamtejsza okolica, „la noble contrée”, jak określano tę część kantonu Valais, oraz niezwykła, majestatyczna uroda krajobrazu, ożywiająca w jego pamięci wspomnienia pejzaży Prowansji i Hiszpanii. Continue reading “Muzot”

Ogrody Tuileries

Dzisiaj był piękny jesienny ranek. Szedłem przez Tuilerie. Wszystko, co było na wschód, pod słońce, raziło.

Strona oświetlona była obwieszona mgłą jak jasnoszarą zasłoną. Szare w szarym wygrzewały się w słońcu posągi w nie odsłoniętych jeszcze ogrodach. Pojedyncze kwiaty wstawały w podłużnych klombach i mówiły: Rouge! głosem wystraszonym. Continue reading “Ogrody Tuileries”

Anna de Noailles

Monsieur Rilke, co Pan myśli o miłości, co Pan sądzi o śmierci? – zapytała hrabina de Noailles, przeszywając poetę swym władczym spojrzeniem. Rilke był zażenowany i oniemiały.

Grudzień roku 1909. Od księżnej Marie von Thurn und Taxis, przebywającej podówczas z wizytą w Paryżu, Rilke otrzymuje zaproszenie na herbatę do Hotel Liverpool. Na spotkaniu ma być również obecna francuska poetka, hrabina Anna de Noailles, księżniczka Bibesco Bassaraba de Brancovan, autorka tomików „Le Cœur innombrable”, „L’Ombre des jours” czy „Les Vivants et les morts”. Continue reading “Anna de Noailles”

Luise von Schwerin

W roku 1905 nawiązuje Rilke znajomość z hrabiną Luise von Schwerin, z domu Freiin von Nordeck zur Rabenau, która zaprasza go do swej rodowej siedziby Friedelhausen w Hesji. Tam też poznaje poeta rodzinne grono hrabiny – jej córkę Gudrun i jej męża, barona Jacoba von Uexküll (dla ich córki o niezwykłym imieniu Damajanti napisze Rilke powiastkę), macochę hrabiny Julie von Nordeck oraz siostrę Alice Faehndrich, właścicielkę willi na Capri, w której będzie Rilke dwukrotnie gościł. Continue reading “Luise von Schwerin”

Kairouan

Zwiedzając w grudniu roku 1910 Kairouan, „drugi, obok Mekki, wielki cel pielgrzymek mahometan”, Rilke odczuł „prostotę i żywość tej religii. Prorok jest wielki, a miasto należy do niego niczym imperium, niczym wizja… Wokół niego jedynie równina i groby, jak gdyby oblężone przez swych umarłych”. Continue reading “Kairouan”

4 września 1915

Rilke dowiaduje się, że zarekwirowano jego paryskie mieszkanie, a wszystkie rzeczy, jakie w nim pozostawił, wyjeżdżając latem roku 1914 do Niemiec, wystawiono na licytację, pod pretekstem odzyskania zaległego czynszu. Przepadły wszystkie jego książki, notatki, nieliczne pamiątki rodzinne, a także wiele spośród rękopisów oraz listów, w tym listy od Rodina i Eleonory Duse. Continue reading “4 września 1915”

Café du Dôme

W latach dwudziestych wieku dwudziestego Rilke odwiedził Paryż dwukrotnie – w roku 1920 i 1925. Szczególnie podczas ostatniej wizyty odczuwał wręcz gorączkowe pragnienie kontaktu z drugim człowiekiem. Poeta uchwycił się myśli o Paryżu niczym talizmanu, wierząc, że jego magiczna siła raz jeszcze okaże się dlań dobroczynna. Continue reading “Café du Dôme”

Les Alyscamps

Was, o których nigdy nie zapomnę,
pozdrawiam, sarkofagi antyczne…

W „Sonetach do Orfeusza” (część pierwsza, sonet X) przywołuje Rilke wspomnienie grobów „na sławnym starym cmentarzu Alyscamps niedaleko Arles”, o którym mowa jest również w „Pamiętnikach Malte-Lauridsa Brigge”. Continue reading “Les Alyscamps”

Biskra

Podróż Rilkego po Afryce Północnej trwała od 19 listopada roku 1910 do 29 marca roku następnego. Poeta zwiedził Algierię i Tunezję, następnie Egipt. Wypłynął statkiem z Marsylii i udał się najpierw do Algieru, gdzie spędził około tygodnia, po czym wraz z towarzyszami podróży podążył w głąb lądu do Biskry. Continue reading “Biskra”

Rodin

Jest największym z mocarzy, znakiem wznoszącym się ponad czasy, niedościgłym wzorcem, niedosiężnym cudem – a zarazem niewypowiedzianie samotnym, sędziwym człowiekiem, sam na sam ze swoją wielką starością. Widzisz, on niczego nie utracił, wszystko zbierał i gromadził wokół siebie przez całe swe długie życie, nic nie pozostawił w bezkształcie i wszystko urzeczywistnił; z jakiegoś zlęknionego, szukającego schronienia uczucia, z ruin jakiegoś marzenia, z rodzącego się przeczucia on już tworzył rzeczy… Continue reading “Rodin”

Drga niepokój jak światło

Nie powinien Pan tedy lękać się, gdy wznosi się przed Panem smutek, tak wielki, jakiego Pan jeszcze nigdy nie widział, kiedy w Pana dłoniach i we wszelkim działaniu drga niepokój jak światło i cień chmur. Musi Pan myśleć, że coś się z Panem dzieje, że życie nie zapomniało o Panu, że trzyma Pana w ręku; nie pozwoli Panu upaść. Continue reading “Drga niepokój jak światło”

Nikt nie wskazał drogi…

Miłość to sprawa trudna. Wzajemna miłość między jednym człowiekiem a drugim to może najtrudniejsze, co na nas nałożono, najostateczniejsza próba i egzamin, to zadanie, wobec którego każde inne jest tylko przygotowaniem… Kto patrzy na to z całą powagą, ten zrozumie, że jak dla śmierci, która jest ciężka, tak i dla trudnej miłości nie znaleziono jeszcze żadnego wyjaśnienia, żadnego rozwiązania, nikt nie dał tu znaku, nikt nie wskazał drogi… Continue reading “Nikt nie wskazał drogi…”

Les Élégances parisiennes

Mme de Noailles – czego można się było spodziewać – kazała na siebie czekać. Kiedy wreszcie rozwarły się drzwi, w progu ukazała się „mała, porywcza bogini” (jak Rilke zwykł ją później nazywać). Były to czasy, kiedy kobiety nosiły olbrzymie kapelusze i długie, nader wąskie suknie. Ogromny, ciemny, uginający się od piór kapelusz hrabiny ledwie zmieścił się w drzwiach. W obcisłej, ściągniętej sznurowaniem sukni, spowijającej ją od stóp do samej głowy, comtesse wyglądała niczym egipska statuetka. Continue reading “Les Élégances parisiennes”

Toskania

Niejeden już raz ziemia italska mnie porywała i uwodziła na wyżyny, z których boleśnie spadałem, dlatego może to i dobrze, że teraz znajdzie się przy mnie ta młoda artystka, kobieta, która ani jako twórczyni, ani z żądzy życia nie tęskniła za tym południowym krajem, gdyż jej północna uczuciowość z nieufnością traktowała tę zbyt otwartą, iskrzącą blaskiem wspaniałość Południa… Continue reading “Toskania”

Smutek wiosny

Istnieje tylko jedna samotność, ta wielka, i niełatwo dźwigać jej brzemię. I bywają chwile – prawie wszyscy je znają – gdy z chęcią zamienilibyśmy ją na jaką bądź, choćby najbanalniejszą i najtańszą wspólnotę, na pozorną, nic nieznaczącą zgodność z pierwszym lepszym, najmniej godnym człowiekiem… Ale zarazem są to chyba te właśnie chwile, w których wzrasta samotność; jej wzrastanie jest bowiem bolesne jak dorastanie chłopca i smutne jak początek wiosny. Continue reading “Smutek wiosny”

Paryż, Opéra Garnier

Jestem w Paryżu, kto to słyszy, cieszy się, na ogół zazdroszczą mi ludzie. Mają rację.

Wielkie miasto, duże, pełne pokus osobliwych. Sam przyznać muszę, że im uległem w pewnej mierze. Sądzę, że tego inaczej nazwać nie można. Uległem tym pokusom, a to spowodowało pewne zmiany, może nie w charakterze moim, ale w poglądzie na świat, w każdym razie w moim życiu… Świat zmieniony. Życie nowe, pełne nowych znaczeń. Trochę trudno mi w tej chwili, ponieważ wszystko jest zbyt nowe… Continue reading “Paryż, Opéra Garnier”

Wenecja

Sugestywne państwo, sól i szkło ubóstwa wymieniające na skarby narodów. Piękna przeciwnego świata, która aż do swoich drobiazgów zdobniczych, pełna stoi uczajonych energii, co się rozgałęziały w coraz delikatniejszych nerwach – ta Wenecja.

Continue reading “Wenecja”

Wiosna/Lato 1915

Rilke pisze „Początek miłości” („Liebesanfang”), wiersz rozpoczynający się od słów: „O, uśmiech, pierwszy uśmiech, ten nasz uśmiech…”. Poeta włączy go do rękopiśmiennego odpisu sporządzonego dla Richarda von Kühlmanna.

— I skłony wierzchołków
wobec czystego, ubiegającego przyszłość
nocnego nieba, powściągnęły uśmiech
ukrócając go przed zachwyconą
przyszłością w twarzy.

Chcemy w noc jasną, księżycową…

Chcemy w noc jasną, księżycową,
porzucić smutek ogromnego miasta,
iść w dal i stanąć przy żelaznych kratach,
co od zakazanego dzielą nas ogrodu.

Któż go pozna teraz, kto go w dzień zobaczył:
dzieci i jasne stroje, kapelusze letnie, –
któż zna go takim: on i jego kwiaty,
i ciche stawy, co leżą bezsennie.

Posągi, co się niemo w mroku kryją,
powstają, zda się, w głuchej ciszy czasem,
i są kamienne bardziej, jaśniej błyszczą
postaci, które strzegą wejścia alej.

Niczym rozwite włosy leżą drogi
jedna przy drugiej, wspólny mając cel.
A księżyc jakby do swych łąk chciał biec;
padają z kwiatów zapachy jak łzy.
Nad fontannami, które wróciły do mis,
drżą mokre ślady ich swawolnej gry
w powietrzu nocy.

{«Wir wollen, wenn es wieder Mondnacht wird…», z tomu «Mir zur Feier», przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje młodzieńcze i wiersze ze spuścizny”. Przełożył Andrzej Lam. Warszawa 2016}

Motto

To jest tęsknota: na falach mieszkanie,
by ojczyzny nie mieć w doczesności.
A to życzenie: dialogi nieśmiałe
codziennych godzin z milczeniem wieczności.

I to jest życie. Aż z jakiegoś wczoraj
godzina kiedyś samotna powstanie,
która inaczej niż jej bliska siostra
tego, co wieczne, usłyszy wezwanie.

{«Motto. Das ist die Sehnsucht…», z tomu «Mir zur Feier», przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje młodzieńcze i wiersze ze spuścizny”. Przełożył Andrzej Lam. Warszawa 2016}

Adwent

Wichura gna w zimowym lesie
śnieżynki niczym pasterz stado;
samotna jodła ma nadzieję,
że błyśnie wkrótce białą szatą;
i słucha. Rozjaśnionej drodze
znak śle daleko gałęziami
i wiatrom się przeciwiąc, rośnie
ku nocy wielkiej i wspaniałej.

{«Advent», z tomu «Advent», przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje młodzieńcze i wiersze ze spuścizny”. Przełożył Andrzej Lam. Warszawa 2016}

Śnienie I

Moje serce jak kapliczka zapomniana;
z ołtarza promienieje dziki maj,
a burza, latawica ta zuchwała,
potrzaskała małe okna już nie raz;
teraz do zakrystii się zakrada,
aby trącać ministrantów dzwonki.
Ich przenikliwy krzyk, jak głos tęsknoty,
wzywa do pustego ofiarnego stołu
zdumionego dalekiego Boga.
A wiatr się śmieje i przez okno skacze.
Ten rozgniewany chwyta falę dźwięku
i na posadzce rozbija ją w pył.

Biedne życzenia szeregami klęczą
przed bramą i się modlą na progu omszałym.
Lecz nikt pobożny dawno nie minął tych drzwi.

{«Träumen I», z tomu «Traumgekrönt», przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje młodzieńcze i wiersze ze spuścizny”. Przełożył Andrzej Lam. Warszawa 2016}

Pieśń królewska

Winieneś życie znieść z godnością,
małymi ono tylko małych czyni;
żebracy cię do braci liczyć mogą,
a ty być możesz królem między nimi.

I jeśli nawet ci boskie milczenie
na skroń złotego diademu nie kładło,
pokłonią ci się zachwycone dzieci
i marzyciele na twój zew się stawią.

Dni z promiennego słońca ci utkają
twoją purpurę i twe gronostaje,
do rąk ci smutek i rozkosz podadzą
noce przed tobą na zgiętym kolanie.

{«Königslied», z tomu «Traumgekrönt», przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje młodzieńcze i wiersze ze spuścizny”. Przełożył Andrzej Lam. Warszawa 2016}

Początek miłości

O uśmiech, pierwszy uśmiech, nasz uśmiech.
Jakże to się jednało: chłonąć zapach lip,
słuchać ciszy parku –, nagle spojrzeć
na siebie i dziwić się, że uśmiech…

A w tym uśmiechu było wspomnienie
zająca, który właśnie obok
kicał po trawie; to było dzieciństwo
uśmiechu. Poważniej już było mu nadać
ruch łabędzia, ujrzanego potem,
jak dzielił na dwie części staw
w ciszy wieczoru. – A kontur drzewa
na czystym, wolnym, już niemal
nocnym niebie nakreślił temu uśmiechowi
kontur na rozjaśnionej
przyszłością twarzy.

{Liebesanfang, Verstreute Gedichte, przeł. Andrzej Lam}
{Pierwodruk: „Poezje młodzieńcze i wiersze ze spuścizny”. Przełożył Andrzej Lam. Warszawa 2016}

Od 19 marca do 27 maja 1915

Rilke gości u siebie w Monachium Lou Andreas-Salomé. W owym czasie przebywa w tym mieście również Klara Westhoff z córką Ruth. Monachium skupiało wówczas spore grono intelektualistów, pisarzy i artystów, z którymi Rilke, Lou oraz Loulou Albert-Lazard często się spotykali. Wśród nich znaleźli się m.in. Max Scheler, Ricarda Huch, Anette Kolb, Hertha Koenig, Hans Carossa, Regina Ullmann i Paul Klee.

Zima 1914/1915

Na przełomie roku powstają szkice kilku utworów, m.in. „Einmalige Straße wie ein Sternenfall…”, „Du nur, einzig du bist…” oraz „Nur das Geräusch…”. Z końcem roku 1914 Rilke zapisuje również ostateczną redakcję wiersza „Immer wieder, ob wir der Liebe Landschaft auch kennen…” („Wciąż tak samo, choć znamy krajobraz miłości…”), który zostanie opublikowany w „Insel-Almanach auf das Jahr 1923”.

Bezradny

Minęło Boże Narodzenie, rok rozpoczął się piękną, jasną, gwiaździstą nocą, lecz prawie tego nie dostrzegłem, ledwie odczułem świąteczny nastrój… Najtrudniej bowiem jest kochać, posiadać ową pełną względów troskliwość, siłę, dobroć i oddanie, składające się na miłość. Bezradny, oto jak się czułem… Continue reading “Bezradny”